niedziela, 8 marca 2015

T.M. - Akt: V. Scena: II

        Senne powieki rudowłosej opadały co raz bardziej. Dziewczyna ziewnęła i spojrzała za szklane drzwi. Na korytarzu panował znajomy tłum. Przeszła mozolnym krokiem przez wejście. Nie patrzyła na nic. Na nikogo. Poczuła tylko mocne szturchnięcie. Wszystkie dokumenty, które trzymała w rękach poleciały na ziemię. Podniosła lekko zirytowany wzrok na sprawcę. Blondyn uśmiechnął się głupkowato i przykucnął.
        Pozbieram to – oznajmił spokojnie. Zaczął zbierać papierki, ale jakby w międzyczasie przyglądał się temu, co na nich było. Kiedy już wszystko obejrzał odkładał je pod wolne ramię. – Straszna ze mnie niezdara…– wymamrotał pod nosem. – Nie zauważyłem Cię – spojrzał na Agathę. – Wybacz.
        Nie. To moja wina – czarnooka lekko potarła jedną z powiek. – Zaspałam…nie wyspałam się. Nie musisz się tak przejmować – przycupnęła, stwierdzając, że pasuje pomóc. – Jesteś członkiem klubu?
        Co? Ach, tak – skinął głową. – Nazywam się Matthew Matthews. Miło mi Cię poznać..?
        Zapadła chwilowa cisza.
        Żartujesz…– ruda powstrzymała się od parsknięcia śmiechem.
        Mówię poważnie! Tak się nazywam – zmrużył oczy zaznaczając swoją urazę.
        Agatha przyjrzała się jego twarzy na szybko. Musiała przyznać, że jest nawet przystojny. W dodatku te oczy… Zieleń przeplatała się z niebieskim w taki magiczny sposób, jakby ktoś to starannie układał. Żałowała, że to blondyn. Nie przepadała za nimi... Dziewczyna opamiętała się po chwili. Gdyby Daniel ją tak zobaczył, dostałaby opierdziel. Westchnęła ciężko.
        Hej…skoro jesteś taka senna... – usłyszała przed sobą. – To może odpuść sobie pracę? Nicolas to miły gość. Pozwoli Ci iść.
        Nie, nie – machnęła ręką. – Wszystko jest w porządku. Często się nie wysypiam – wyrównała kartki i sięgnęła po te, które trzymał Matthew. – Oddasz mi to? – szarpnęła stosikiem papieru w jego dłoni. Miała wrażenie, że przez chwilę chłopak się jej przyglądał.
        Ach! – spojrzał na swoją rękę. – Wybacz – oddał jej dokumenty.
        Nie szkodzi – wstała z leniwym, ledwo widocznym przeciągnięciem. – Bywaj – machnęła ręką i udała się w stronę recepcji.
        Przez jakąś niedługą chwilę rudowłosa odnosiła wrażenie, że nowo poznany blondyn nadal się na nią patrzy. Czuła się skrępowana. Nie znosiła tego, że ludzie się na nią gapią. W takich sytuacjach czuła się jak mała, słodka małpka z zoo. Mruknęła coś niezadowolona pod nosem, a Nicolas na nią spojrzał.
        Hydro…– niebieskooki pacnął ją wskazującym palcem w czoło. – Nie rób takiej miny, bo tak Ci zostanie – powiedział bezdźwięcznie, kiedy dziewczyna na niego zerknęła. – Poza tym…spałaś dzisiaj? Wyglądasz jak widmo.
        Nie Twoja sprawa – burknęła niechętnie.
        Masz okres?
        Chcesz mieć śliwę pod okiem?
        Okej. Nie pytałem o nic.
        Westchnięcie. Zabójcze spojrzenie. Dziewczyna przeżegnała się w duszy, uciszając wszystkie swoje plany zabójstwa. Jak miło zaczęła dzień! Nie wyspała się. Spóźniła do pracy. Wpadła na jakiegoś faceta i rozsypała dokumenty. Poznała przezabawną kombinację imienia i nazwiska. Zaczęła się przez to zastanawiać, czy rodzice chcieli sobie z tego osobnika zrobić dowcip. W danej chwili uświadomiła sobie, że się nie przedstawiła. W myślach zaczęła sobie bić brawo. W dodatku skąd Matthew wiedział, że ona tu pracuje? Naprawdę genialny dzień.
        Odłożywszy niepotrzebne jej papierki chciała iść do swojego pokoju, gdzie trzymała swoje dokumenty wraz z Kate. Zakładała, że jej kuzynka już tam jest. Ziewnęła jeszcze raz, zasłaniając otwartą dłonią usta. Jak zawsze przymrużyła oczy. Podniosła głowę i w tej chwili wpadła na kolejną osobę. „Cudownie” – pomyślała zgorzkniale. Spojrzała na jej drugą ofiarę. Daniel... Po prostu pięknie.
        Przepraszam – mruknęła sennie. – Nie patrzyłam, jak idę.
        Nic nie szkodzi. Przecież wiesz – brunet skinął głową. Patrzył na nią przenikliwym spojrzeniem. Tym, które zawsze przywdziewał, kiedy robił się lekko podejrzliwy. – Spałaś dziś? Masz taką zmęczoną twarz...– wyciągnął przed siebie dłoń i koniuszkiem palca pogładził skórę na jej policzku.
        Następny…– przewróciła oczami. – Spałam! Wiesz, że mi się ciężko wyspać. W dodatku dziś w nocy nie mogłam zasnąć… Nie przypominajcie mi wszyscy o tym, bo mnie cholera weźmie – jęknęła łapiąc się za skronie. – Masz przesrane.
        Co? – uśmiechnął się głupkowato. – Co ja zrobiłem?
        Nic – spojrzała na niego sztyletującym spojrzeniem.
        Och. Tak. Najpierw odzywa się ledwo co przez dwa dni. Potem chwilę porozmawiali, kiedy minęli się obok szkoły. Co sobie wyobrażał? Agatha prychnęła pod nosem. Zniechęciła się do prowadzenia dalszej rozmowy. Czuła, że się gubi. Zdawało się jej to wszystko zbyt skomplikowane. Chciała się odnaleźć w tej sytuacji. Nie minął nawet porządny tydzień, kiedy są razem, a między nimi się już pogorszyło. Mruknęła coś niezadowolona pod nosem.
        O co jesteś zła? – Daniel przybliżył się o dwa kroki. Ten ruch był tak niepewny. Zupełnie, jakby zaraz miał zarobić pięścią w brzuch lub, co gorsza, kopniaka w krocze.
Agatha podniosła na niego wzrok. Skrzywiła się. Rzuciła okiem gdzieś na bok.
        Mogę o coś wpierw zapytać? – spojrzała na niego. Mówiła już spokojniej. Rozluźniła ramiona. Chłopak pokiwał głową. – Czy Ty mnie unikasz? – wypaliła i patrzyła, jak brunet marszczy brwi. Wielce zły i oburzony. Westchnął pod nosem. Natychmiast pokręcił głową. – Więc dlaczego się tak zachowujesz?
        Nie robię tak, bo tak chcę – mruknął. – To nie zależy ode mnie. Miałem trochę napiętą sytuację w domu.
        Czyżby szlaban? – spytała, a on wzruszył ramionami. – Co przeskrobałeś?
        Kupiłem dwie nowe gry, a niby miałem odłożyć na coś innego – prychnął. – Z tego zrobili mi wielki problem... Jakbyś słyszała te ich wielkie wywody na temat oszczędzania. Przecież to były moje pieniądze! Jak w ogóle śmieli się czepiać o to, że je wydałem... Ech – sapnął ciężko, będąc już zmęczony samym wspomnieniem. – Przepraszam Cię za to.
        Co? – zrobiła minę jakby niedosłyszała. – Co za głupota…– pokręciła głową z niedowierzaniem. – Nie ma co o tym myśleć. Nie złoszczę się – obdarzyła go uśmiechem. – Idziesz teraz na salę?
        Raczej. W końcu mogę z Tobą spędzić czas, a nie tylko Ci się przyglądać – objął ją w pasie z szerokim uśmiechem.
        Kilka osób na nich spojrzało ze zdziwieniem. Dało się usłyszeć, jak coś szmerali między sobą na ich temat.
        Zapominasz się – szepnęła zerkając na ludzi.
        Ups – odchrząknął. – Chodź już, pani trener! – zaśmiał się nerwowo i odwrócił się na pięcie.
        Chcesz kopa? – mruknęła sennie. – Wpierw muszę odnieść te papiery.
        Dziewczyna zajrzała do biura, gdzie spodziewała się zastać Kate, lecz jej kuzynki tam nie było. Zaskoczyło ją to trochę, ale cóż mogła poradzić? Zakładała, że szatynka poszła jakiś czas temu do domu. Zostawiła dokumenty w odpowiedniej szufladzie i wróciła do bruneta.
        Gdy oboje znaleźli się na hali gimnastycznej była tam już masa innych ludzi. Wszyscy mieli jakieś zajęcie. Rozpoczynali trening lub mecz.
        Agatha wzięła głęboki wdech. Nie czuła się najlepiej, a w dodatku musiała pracować. Wypuściła powietrze. Rozejrzała się. Nigdzie nie widziała ruchliwej blondynki. Zdziwiła się lekko. Zazwyczaj Neela nie odpuszczała sobie treningów. Kochała boks jak nic innego. Ruda stwierdziła, że coś musiało jej wypaść. Z drugiej strony Sue również była niewidoczna. Ludzie pryskali jak bańki mydlane… Zastanowiła się przez moment. Przecież się spóźniła kilka godzin. Zupełnie jakby przyszła na drugą zmianę! Nikt tyle na nią nie będzie czekał. To fakt. Chyba, że chodziło o Daniela.
        O czym tak rozmyślasz? – głos czarnookiego rozbrzmiał nad jej głową.
        Dziewczyna na niego spojrzała i wzruszyła ramionami.
        Jak w szkole? Słyszałem, że strasznie tam u Was szaleją – chłopak nadal mówił, jakby koniecznie chciał, żeby Agatha odpowiedziała.
        W sumie nic ciekawego…– odpowiedziała niepewnie. – Ostatnio zaatakowali mnie wypchaną kuną – zmarszczyła brwi robiąc przy tym zabawną minę. – Boże…ale się wtedy wystraszyłam – zachichotała cicho pod nosem na samo wspomnienie tej sytuacji.
        Kuną? – uniósł brwi. – Nie mają co robić? – powiedział lekko poirytowany.
        Nie ma to jak biologia – spojrzała na Daniela. – Nie reagowałam na ich zaczepki, więc…– zaczęła się śmiać widząc, jak chłopak robi się zły, a zarazem zadowolony.
        Bardzo dobrze – uśmiechnął się dumnie. – Nie będą mi Ciebie podrywać.
        Żeby chociaż umieli.
        Daniel spojrzał na nią, jak gdyby właśnie wyczytał komplement między wierszami.
        Z czystej zazdrości nie życzę im tego – przeciągnął swoje ramiona i palce. Jakby chciał zaznaczyć, że pierwszy, lepszy delikwent przystawiający się do rudowłosej dostanie po pysku.
        Dobrze, dobrze…zawadiako – powstrzymała się od śmiechu. – Raczej na takie coś się nie skuszę. Poza tym już mam kogoś, kogo kocham, więc przestań się burzyć – poklepała go po ramieniu, a on na nią spojrzał z wymalowanym na twarzy oburzeniem. – Co? – spytała, siadając na ławce. Nie rozumiała skąd taka mina.